sobota, 10 grudnia 2016

Aurangabad. Ellora.

Wylądowaliśmy w Bombaju i pędzimy na pociąg, który zawiezie nas do Aurangabad. Zostawiamy duże plecaki w depozytów na dworcu i wsiadamy do naszego przedziału. Nocleg w pociągu. Nieoczekiwanie dojeżdżamy na miejsce szybciej niż się spodziewaliśmy. 4.30 wysiadamy i co najmniej do 8 musimy przeczekać. Cóż taki los. Kiedy w końcu mija godzina zero, możemy iść zarezerwować bilet powrotny do Bombaju i wybrać się na wycieczkę. Po odwiedzenia dwóch biur podróży decydujemy wybrać się do Ellory na własną rękę, tzn w zasadzie taksówką. Po drodze kierowca nam sporo opowiada, zawodzi na śniadanie. Czas zacząć zwiedzać Ellorę, zespół świątyń i domostw wykutych w skale. 17 grot, to świątynie hinduskie, 12 buddyjskie i 5 dżinistyczne. Bardzo ciekawe miejsce, ale jestem potwornie zmęczona i ciężko mi skupić uwagę na cudach kultury dookoła. Niemniej wrażenia pierwszorzędne. Następnie jedziemy do twierdzy Devagiri-Daulatabad fort. Wspinamy się na sam szczyt twierdzy, która znajduje się na wysokiej skale. Nie wiem jak można ją było zdobyć. Chyba tylko wziąć głodem. Po zejściu na dol próbujemy jakiegoś hinduskiego smakołyku, zrobionego na bazie lodu i soków owocowych. Fajny orzeźwiający deser. Na sam koniec zostało nam Bibi Tadż. A tak na prawdę to Bibi Ka Maqbara. Jest to grobowiec zbudowany przez Azam Shah na cześć jego matki. Jest wybudowany na wzór Tadż Mahal w Agrze. Piękna budowla, szczególnie z zewnątrz. Teraz czas na kolację. A później powrót kolejnym nocnym pociągiem do Bombaju.

piątek, 2 grudnia 2016

Malediwy. Dolecieliśmy do Małe. Po maluch zawrorowaniach z rezerwacją hotelu udaje nam się dogadać wszystko. Najpierw trzeba się przetransportować łodzią z lotniska w Male do miasta Male. Pomaga nam tutejszy człowiek odpowiedzialny za transport na naszą wyspę.  Male wita nas deszczem, a nawet momentami ulewa z chwilami słonecznymi. Mamy sporo czasu do speedboata, który zawiezie nas na naszą wyspę - Thoddoo. Przez ten czas kręcimy się po mieście w poszukiwaniu pamiątek. Ale tutaj wszystko jest drogie! W końcu noc nie kupujemy i idziemy na obiad. Koło 15.30 wsiadamy na naszą łódź motorową i płyniemy do hotelu. Na całe szczęście na Thoddoo świeci słońce. Zakwaterowujemy się, dostajemy na powitanie po kokosie do wypicia i udajemy się na bikini beach - dla turystów. Tylko na niej można być w bikini, na każdej innej kobiety muszą mieć najlepiej strój tradycyjny czyli burke.  Chwilkę oglądamy przepiękną  plażę i wracamy, ponieważ robi się ciemno.  Nasza wyspa ma ok 1,8km średnicy, czyli jej obwód ma około 6km. Co wcale nie czyni jej małą wyspą na realia malediwskie.

Pierwszy pełen dzień odpoczynku na uroczej wyspie. Czas trochę poplażowac obejrzeć wyspę. Nie za wiele znajduje się w okolicy. Dwa małe sklepy spożywcze, dwa meczety, szkoła, przedszkole, jakieś sklepiki z butami i innymi takimi, jeden sklepik z pamiątkami, w którym jest niewielki wybór, dwie szkoły nurkowania. Jedna za ścianą naszego hotelu nie za bardzo nam przypada do gustu, ale znajdujemy drugą, która prowadzi Łotysz.  Bardzo fajny człowiek. Decydujemy się że z nim wybierzemy się na nurkowanie.

Kolejnego dnia mamy popłynąć na ryby. Trzeba wstać o 5, bo 5.30 wyruszamy. Budzimy  się kiedy dzwoni budzik, a za oknem ulewa. Więc suma sumarum nie wypływamy. Wracamy spać.  Po śniadaniu zabieramy maski i fajki i idziemy na plażę pooglądać pobliskie cuda podwodne. Koło nas jest mała rafa.  Jest wiele kolorowych ryb i.... widziałam żółwia! Był tak blisko że mogłabym go dotknąć, miał ok 1m średnicy. A to wszystko tylko z maską na twarzy, jakieś 20m od brzegu.

Znowu wstajemy rano na ryby i znowu spotyka nas taka sama sytuacja. Za to popołudniu płyniemy ponurkować do miejsa o nazwie Two towers. Dla Karola to pierwsza przygoda z nurkowaniem,  ale zachowuje stoicki spokój. Schodzimy na jakieś 20-22m, Karol również (nurkując po raz pierwszy w życiu)!! Bardzo ciekawe nurkowanie. Oprócz tego że jest piękna rafa z mnóstwem kolorowych ryb mniejszych i większych, spotykamy żółwia morskiego, w oddali widzimy kilka rekinów  (oczywiście takich niegroźnych dla człowieka) i dosyć daleko o nas pływa ogromna manta. Wtedy spojrzałam na swój manometr i okazuje się że muszę się wynurzać, bo zaraz kończy mi się powietrze. W związku z czym wypływam z jednym z instruktorów na powierzchnię. A o dziwo Karol zostaje nadal pod wodą. Jednak wynurzają się jakieś 5-7 minut po mnie.

Ostatni pełen dzień na Malediwach. Mieliśmy jak zwykle popłynąć na ryby ale leje. Później mało być nurkowanie ale nadal leje. Jednak udaje nam się wyruszyć na nurkowanie ok 14. W dalszym ciągu jest pochmurno ale już nie pada. Początkowo nie chcieliśmy jechać, bo pogoda nie zachęcała, lecz w końcu zdecydowaliśmy się wybrać.  I to była bardzo dobra decyzja. Co prawda czułam się bardziej odpowiedzialna za niego, bo instruktor został z dziewczyną która pierwszy raz nurkowała i miała problemy z wyrównaniem ciśnienia.  Więc początkowo trochę nie wiedzieliśmy co mamy robić ale powoli zaczęliśmy sobie sami pływać.  A im w końcu udało się zejść głębiej i do nas do łączyć.  Po jakimś czasie zobaczyliśmy w oddali mantę, która płynęła w nasza stronę. Przyplynęła tak blisko, że mogłabym ją dotknąć ręką, jednak nie wiedziałam czy mogę i czy jest to bezpieczne. Pływalam dookoła nas szukając planktonu, raz poniżej tak że widzieliśmy jej grzbiet a raz ponad tak że widzieliśmy jej brzuch. Niesamowite wrażenia.  Nigdy nie byłam pod wodą tak blisko zwierzęcia w dodatku tak dużego i bądź co bądź egzotycznego. Super to było.  Jednakże przyszedł czas się wynurzać, bo powietrze się zaczynało kończyć.

Następnego dnia pobudka z samiutkiego rana. Speedboat do Male. Samolot do Bombaju i pociąg do Aurangabad.