sobota, 19 listopada 2016

Alappuzha. Kajaki

Zaczynamy dzień od pysznego śniadania za rogiem. Omlet i naleśniki są świetne. Z racji że mamy jeszcze trochę czasu i okoliczności temu sprzyjają postanawiam nieco pobiegać.  3km na boso po plaży.  Wracam zmęczona i spocona jak świnia, ale tego mi było trzeba.  Szybki prysznic i czas jechać na kajaki. 7h pływania po kanałach i kanalikach backwatersów.  Oprócz nas płyną jeszcze trzy kajaki. W jednym przewodnik, w pozostałych dwóch dwie brytyjskie pary. Jedna w wieku ok 50 lat, druga mniej więcej w naszym wieku. Jak się okazuje później są w trakcie swojego miesiąca miodowe  (który de facto trwa 3 miesiące) i zwiedzają Azję. Ok 13 zatrzymujemy się na lunch we wiosce leżącej nad kanałem. Jedzenie jest niesamowite. Wygląda super, a smakuje wyśmienicie.  Cztery różne rodzaje sałatek, ryż, dwa sosy, ryba, ogromna krewetka. Do tego  do picia kokos i zjedzenie go na deser. Pyszności. Mamy też możliwość zrobienia sobie zdjęcia z orłem  (Fish eagle), który siedzi sobie na pobliskim płocie.  Tacy obżarci ruszamy dalej kajakować po urokliwych kanałach, wpływami w coraz węższe kanaliki, gdzie momentami trzeba się położyć w kajaku żeby przepłynąć  pod jakąś przeszkodą. Na koniec jeszcze dostajemy przekąski w postaci bananów zapieczonych w jakimś cieście i kulek z ciasta bananowego, wszystko zrobione w głębokim oleju, do tego herbata na mleku. Czas wracać do siebie i ogarnąć transport do kolejnego miejsca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz