Dziś dojechaliśmy do Mysuru. W miarę szybko znaleźliśmy hotel, bardzo fajne miejsce, duży pokój i przyzwoita cena. Jak tylko się odswieżyliśmy, to ruszyliśmy w miasto. Z czystej ciekawości zajrzeliśmy do indyjskiego McDonalda, co jest o tyle dziwne, że nazywają kanapki burgera mi a serwują je tylko z kurczakiem albo wegetariańskie (!). Doświadczenie o ile ciekawe, o tyle raz wystarczy. Naszym głównym celem był pałac maharadzy, który zrobił na mnie (chyba zresztą na nas obojgu) duże wrażenie. Ogromny pałac, odbudowany po pożarze ok. roku 1908 przez Brytyjczyków. Malownicze kolorowe kolumny, mnóstwo obrazów, przepiękne rzeźby i niesamowite ogrody. Niestety wewnątrz nie można było robić zdjęć. Wieczorem jeszcze kolacja w bardzo urokliwej i klimatycznej restauracji na dachu z widokiem na okolice. Ostatni wypad na bazar, małe zakupy i czas odpoczynku.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz