Po całonocnej podróży autobusem dojechaliśmy do Hampi. Mimo że był z miejscami lezacymi i wyglądał czysto i bardzo przyzwoicie, to niestety nie dało rady się w nim wyspać. A nawet prawie w ogóle spać. Każda nierówność drogi powodowała utratę równowagi. Mimo to cali i zdrowi dotarliśmy do Hampi, a w dodatku sporo przed planowanym czasem. Było koło 6 lokalnego czasu, jednak udało nam się znaleźć lokum, tyle tylko że mogliśmy wejść do pokoju dopiero po 9. W tym czasie pojechaliśmy tuktukiem na pobliski górę, aby zobaczyć wschód słońca. Po wycieczce i zjedzeniu śniadania mogliśmy już ogarnąć się w pokoju, porzucić duży bagaż i wybrać się na zwiedzanie okolicy. Przeprawiliśmy się na drugą stronę rzeki malutkim promem. Tam wypożyczyliśmy skuter. Pojechaliśmy nad pobliskie jezioro, wodospady i wdrapaliśmy się do świątyni Hanumanna. Na górze oprócz świątyni spotkaliśmy też małpy, które można było karmić. Po zakończeniu zwiedzania był czas na powrót do miasteczka, kolacje i odpoczynek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz