Rano wsiadamy w pociąg i jedziemy do Trichy. Pierwszy raz jemy coś co oferują w pociągu. Masala dosa, placek z nadzieniem ziamniaczanym i przyprawami. Plus jakieś ciastko wytrawne. Bardzo smaczne. Tzn mi smakuje, Karolowi niezbyt. Po dotarciu do Trichy wsiadamy w autobus i jedziemy do Rock Fort Temple. Jak sama nazwa wskazuje, do świątyni wybudowanej na skałach. Sama w sobie świątynia zdecydowanie szału nie robi, ale rekompensuje to widok, który rozpościera się z góry na miasto. Następnym naszym przystankiem jest neogotycka katedra jezuitów (Lourdes Church). Bardzo ładna budowla zarówno na zewnątrz jak i w środku. Znajdujemy tam dziwnie znajomo wyglądający obraz Maryji. Dalej przejeżdżamy do głównego punktu programu. Świątyni Sri Ranganathaswamy. Prawdopodobnie największej świątyni w Indiach. Składa się z 49 pomniejszych świątynek, wszystkie dedykowane Vishnu. Świątynię można porównać do małego miasteczka. Do pewnego momentu znajdują się tam ulice, stragany, jeżdżą tuktuki, rowery czy motory. Dopiero od czwartego gopuram zaczyna się właściwa świątynię gdzie również trzeba kupić bilet. Oczywiście znowu nie możemy wejść do najświętszego miejsca świątyni, które znajduje się za szóstym gopuram. Rekompensuje nam to jednak możliwość wejścia na dach i obejrzenia całego kompleksu od góry. Jest to małym wyzwaniem, ponieważ jak w każdej świątyni jesteśmy na boso, a dach jest gorący od grzejacego słońca. Główny punkt widokowy ma fragment pomalowany na biało, gdzie są się bez bólu stanąć. Widok jest niesamowity. Przepiękna, ogromna świątynia. Wszystkie kolorowe, poza jedną białą. Po prostu cudnie












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz