środa, 16 listopada 2016

Madurai

Dojechaliśmy do Madurai. Znaleźliśmy całkiem fajny pokój.  Teraz pora na jakieś śniadanie. Najedzeni ruszamy zwiedzać świątynię Meenakshi. Po drodze wchodzimy do wielkiego sklepu z odzieżą.  I przepadamy tam na dłuższą chwilę... obłowilismy się w pamiątki i prezenty. Trochę tego się zebrało, więc nie ma sensu iść do świątyni z tym wszystkim.  Zwracamy do hotelu żeby zostawić nasze łupy. Idąc do pokoju zaczepił mnie uliczny szewc pytając czy nie chce żeby naprawił mi buty - fakt faktem lewy sandał się pruje. Nie za wiele się zastanawiając odpowiadam panu, że może jak będziemy szli tędy znowu to wówczas może tak. Bardziej chciałam go zbyć niż faktycznie wrócić aby je naprawił. Jednak po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że w zasadzie warto by coś z nimi zrobić, bo jeszcze trochę i się rozpadną.  Więc kiedy w końcu ruszamy do świątyni, zatrzymujemy się u szewca ulicznego. Pan okazuje się przesympatycznym człowiekiem.   Duża przyjemność z rozmowy z nim i oglądania jego warsztatu pracy. Bardzo ciekawe doświadczenie.  Udaje nam się dotrzeć do świątyni.  Robi ogromne wrażenie, jest wielka i kolorowa.  Cały kompleks świątynny składający się z szeregu pojedynczych świątyń. Niestety nie wszędzie możemy wejść, ponieważ niektóre miejsca są przeznaczone wyłącznie dla Hindusów. Wieczorem kolacja w restauracji na dachu hotelu z pięknym widokiem na świątynię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz